Samsung Galaxy S10 z płaskim ekranem.

Samsung Galaxy A7_2018

Samsung Galaxy S10 zadebiutuje w trzech wersjach na początku 2019 roku. Najwięcej mówiło się do tej pory dwóch wyższych konfiguracjach, ale paradoksalnie to ta najniższa może stać się hitem sprzedaży z uwagi na cenę.
W następnym roku Koreańczycy zaprezentują trzy wersje swojego flagowca. Postąpią tu podobnie jak Apple, które wprowadziło do sprzedaży dwa high-endy z prawdziwego zdarzenia, tj. Xs i Xs Max, a jako uzupełnienie dali tańszego Xr. Ten ostatni też nie ma ekranu OLED, podwójnego aparatu, wygląda gorzej, choć w zamian oferuje najlepszy czas pracy i dostępność w różnych wariantach kolorystycznych.
„Budżetowy” Samsung Galaxy S10 zostanie stworzony według podobnych wytycznych. Będzie tańszy i jednocześnie słabszy od reszty rodzeństwa, ale też nie bez przesady. Po pierwsze otrzyma on płaski wyświetlacz Super AMOLED, naturalnie bezramkowy, co z pewnością skusi do wyboru właśnie jego wiele osób. Mimo wszystko nie każdemu podoba się obustronnie zakrzywiony panel. Moim zdaniem bardzo dobry krok ze strony firmy, aby zaoferować tu również bardziej tradycyjny wyświetlacz, co pozwoli dodatkowo obniżyć koszt produkcji. Warto też dodać, że będzie to technologia Infinity O, czyli sensory czy kamerka przednia będą umieszczone bezpośrednio w ekranie.
Z racji na niższą cenę, ten wariant nie doczeka się też skanera linii papilarnych w ekranie. Nie będzie go też na pleckach, a ma zostać przeniesiony na bok, tak samo jak w np. Galaxy A7 2018. Myślę, że to nawet niezłe wyjście z takiej sytuacji.
Słabiej i mniej
Dosyć zaskakujący może okazać się procesor. Na razie mówi się o tym, że najtańszy Samsung Galaxy S10 będzie musiał zadowolić się Snapdragonem 845, czyli już obecnie stosowanym SoC, a szanse na nowego 8150 są mniejsze. Sądzę jednak, że finalnie Koreańczycy postawią na tą drugą opcję. Już LG próbowało raz sprzedawać flagowca (G6) z zeszłorocznym układem i nie wyszło to dla nich na dobre.
Z tyłu pojawi się podwójny aparat. Reszta rodziny S10 będzie mogła pochwalić się już potrójnym modułem, ale trudno uznać to za ogromną przewagę. Zdecydowanie da się bez tego żyć szczęśliwie. W sprzedaży mają pojawić się trzy warianty najuboższego Galaxy S10, różniące się między sobą ilością RAM i pamięci wbudowanej: 4/64, 6/64 i 6/128 GB.
Premiera powinna odbyć się w lutym 2019 roku. Na koniec został temat cen i tu Koreańczycy delikatnie zawiodą. Obecnie pojawiają się wzmianki o cenie na poziomie 650 – 750 dolarów, co najpewniej w Polsce przełoży się na kwotę rzędu 2999 złotych. Nie będzie to hit cenowy, ale jeżeli będzie prezentował się odpowiednio dobrze, to ma szansę świetnie się sprzedawać. Tym bardziej, że wyższe odmiany mogą być dla wielu osób przesadnie drogie, a taki uboższy krewny zdawałby się być wystarczający. Zobaczymy jeszcze, co pokaże konkurencja. Wydaje mi się, że nowości od Huawei czy Xiaomi mogą pokrzyżować plany Koreańczyków.

źródło: antyweb.pl

Karta eSIM w Polsce.

Brytyjski operator komórkowy Truphone jako pierwszy zaoferował w Polsce korzystanie ze standardu eSIM, który eliminuje konieczność używania tradycyjnej karty SIM. Nowa usługa jest dostępna tylko dla użytkowników najnowszych iPhone’ów i pozwala na razie wyłącznie na korzystanie z mobilnego internetu w cenie od 25 do 200 złotych.
Nowy standard o nazwie eSIM ma stopniowo wyprzeć z telefonów tradycyjne karty SIM. eSIM ma postać elektronicznego chipa MFF2 o rozmiarach kilku milimetrów montowanego bezpośrednio na płycie głównej telefonu. Aby urządzenie wyposażone w eSIM mogło nawiązywać połączenia telefoniczne czy łączyć się z internetem w pamięci chipa musi znaleźć się konkretny numer telefonu. Nie jest natomiast wymagane dodatkowe działanie użytkownika w postaci montowania w specjalnym gnieździe znanej dzisiaj powszechnie karty SIM. Standard eSIM zastosowany w praktyce pojawił się przy okazji prezentacji przez Apple nowych modeli iPhone’ów. Producent zapowiedział wówczas, że wprowadzane na rynek iPhone’y Xs, Xs Max oraz XR zaoferują tryb Dual SIM – Dual Standby, w którym zostanie wykorzystane rozwiązanie eSIM w połączeniu z tradycyjną kartą telefoniczną.
Truphone pierwszy w Polsce. Jak wynika z informacji uzyskanych przez Wirtualnemedia.pl obecnie wszyscy najwięksi operatorzy w Polsce mają w swoich planach wprowadzenie do oferty standardu eSIM, jednak dokładniejsze terminy w tym zakresie nie są znane. Tymczasem własną propozycję usług związanych z eSIM wprowadził już na naszym rynku Truphone, brytyjski operator wirtualny wykorzystujący w Polsce infrastrukturę P4, właściciela sieci Play.
Aby skorzystać z nowej oferty eSIM w Truphone użytkownik musi posiadać jeden z najnowszych smartfonów Apple – iPhone’a Xs, Xs Max lub XR i zainstalować w nim ze sklepu App Store aplikację My Truphone. Następnie konieczne jest podane swojego adresu e-mail oraz wykupienie jednego z oferowanych pakietów internetowych i aktywowanie go w iPhonie.
Na razie w Truphone możliwe jest wykupienie jedynie usług eSIM związanych z korzystaniem z mobilnego internetu, które mają działać według zapewnień operatora w ponad 80 krajach na świecie. Obecnie dostępne są 3 pakiety – 300 MB na jeden dzień za 25 zł, 1 GB dostępny przez 30 dni za 70 zł oraz 3 GB na miesiąc w cenie 200 zł.

źródło: wirtualnemedia.pl

Mi 8 Lite – nowy smartfon Xiaomi.

Firma Xiaomi wprowadziła do sprzedaży w Polsce nowego smartfona – model Mi 8 Lite.
Mi 8 Lite ma 7.5 mm grubości, ekran LCD o przekątnej 6,26 cala i o proporcjach 19:9, który wyświetla obraz w rozdzielczości FHD+ (2246 x 1080). Ekran chroniony jest przez Corning Gorilla Glass piątej generacji. Do stworzenia szklanych „pleców” telefonu wykorzystana została technologia NCVM (non-conductive vapor metallization), dzięki której uzyskano na powierzchni mieniący, gradientowy efekt.
Główny, podwójny aparat (matryca 12 Mpx + 5 Mpx z czujnikiem Sony IMX363) został wyposażony w przesłonę f/1.9 z wielkością pojedynczego piksela 1.4µm oraz system Dual Pixel Autofocus. Natomiast w przednim aparacie z sensorem Sony IMX576 o rozdzielczości 24 Mpx (1.8µm, f/2.2) zastosowano technologię Super Pixel (kumulowanie 4 pikseli w jeden). Zarówno przedni, jak i tylny aparat wspierane są przez sztuczną inteligencję, która pomaga w dopasowaniu odpowiedniego trybu (AI portrait, AI beautify, AI video beautify, AI portraits). Nowa funkcja ekranu dostosowuje natężenie i rodzaj emitowanego światła do otoczenia, doświetlając twarz tak, aby uzyskać lepszy efekt zdjęcia. Ponadto, w przypadku głównego aparatu, sztuczna inteligencja pozwala na wybranie i stworzenie tła z efektem rozmycia po zrobieniu zdjęcia. Mi 8 Lite został wyposażony w ośmiordzeniowy procesor Qualcomm SnapdragonTM 660 z technologią Artificial Intelligence Engine (AIE), procesor graficzny Qualcomm Adreno 512 oraz do 6 GB pamięci LPDDR4x DRAM.
Smartfon ma baterię o pojemności 3350 mAh z modułem ładowania Qualcomm Quick Charge 3.0 poprzez port USB typu C. Z tyłu urządzenia znajduje się sensor, który umożliwia odblokowanie go za pomocą czytnika linii papilarnych. Ponadto będzie można skorzystać z opcji odblokowania twarzą (face unlock). Dzięki możliwości instalacji karty, pamięć wewnętrzną 64 GB lub 128 GB można rozszerzyć o 256 GB. Smartfon obsługuje także dwie karty SIM.
Mi 8 Lite będzie dostępny w polskiej dystrybucji (Mi Stores, mi-home.pl, Media Expert, Neonet, Media Saturn, Komputronik, x-kom.pl, RTV Euro AGD, Ggmedia, ROLV) od 2 listopada 2018 r., w kolorach niebieskim (Aurora Blue) i czarnym (Midnight Black). Za wersję 4 GB + 64 GB trzeba będzie zapłacić 1299 zł, natomiast 6 GB + 128 GB – 1499 zł.

źródło: wirtualnemedia.pl

Drogi pacjencie, wpadnij do szpitala na update!

Ostatnio w mediach coraz więcej uwagi poświęca się “inteligentnym” implantom medycznym. Dla wygody pacjentów, wiele tego typu urządzeń jest wyposażonych w interfejsy bezprzewodowej komunikacji. Problem w tym, że interfejsy nie służą jedynie do “zgrywania” danych z urządzenia. Czasem za ich pomocą można implant przeprogramować. A to może oznaczać poważne kłopoty dla człowieka, któremu implant pomaga pozostać przy życiu.

Niebezpiecznik.pl już w roku 2011 pisał o możliwości “hakowania ludzi” opisując ataki na urządzenia (implanty) medyczne. Wtedy był to nowy temat, ale teraz żyjemy już w czasach “IoT”, gdzie wszystko jest podpinane do internetu. Niedawno w USA sąd rozstrzygał pozew związany z przetwarzaniem danych przez inteligentny wibrator (sic!). Wydaje się, że w takich czasach bezpieczeństwo rozruszników też powinno wskoczyć na wyższy poziom. Ale niestety tak nie jest…
Dziś chcieliśmy bardziej szczegółowo opisać rozruszniki serca. Mogą one łączyć się z programatorami i domowymi monitorami, a jak się okazuje, te urządzenia mają tysiące błędów w oprogramowaniu i różne luki konstrukcyjne. Co gorsza, producenci niespecjalnie się tym przejmują…
Niepokojący raport.
Dr. Jonathan Butts oraz Billy Rios z firmy Whitescope opublikowali jakiś czas temu dość obszerny raport na temat rozruszników serca. Na wstępie trzeba zaznaczyć, że badacze mogli uważniej zbadać problem dzięki temu, że w roku 2016 przyjęto w USA zmiany dotyczące wyjątków w DMCA (ustawie, która zawiera m.in. zapisy zabraniające łamania rozwiązań DRM). Mówiąc prościej badacze mogli legalnie obejść pewne zabezpieczenia, aby zobaczyć (i ujawnić) jak rozruszniki działają. W ramach swoich badań Butts i Rios nabyli rozruszniki, programatory do rozruszników oraz sprzęt do monitorowania rozruszników w domu. Szczególnie ciekawym obiektem były programatory — urządzenia służące do programowania rozrusznika u lekarza. Zwykle mają one formę urządzenia z ekranem i klawiaturą, które przypomina trochę starego laptopa, a trochę zabawkę dla dzieci. Oto przykładowy programator, którego fotografię wrzucamy w celach wizualizacji programatora — nie sugerujemy, że to jego dotyczą błędy.

Problemy z programatorami.
W celu zakupienia urządzeń badacze nie musieli udawać się do specjalistycznych sprzedawców. Jak wiadomo, na eBay da się dostać wszystko …
Po zbadaniu urządzeń ustalono m.in., że w 4 programatorach od 4 różnych dostawców było aż 8 tysięcy znanych luk wynikających ze stosowania przestarzałych bibliotek w oprogramowaniu. Większość programatorów miało szyfrowany dysk, ale nie wszystkie. Pracowały one pod kontrolą różnych systemów, najczęściej starych jak np. Windows XP. Jedno z urządzeń miało nawet OS/2!
Badane urządzenia włączały oprogramowanie programujące nie wymagając żadnego loginu i hasła. Co więcej: „dowolny programator może programować dowolny rozrusznik danego dostawcy”
Komunikacja rozrusznika z programatorem odbywa się przez “aplikację” uruchomioną na programatorze. Aplikacja zawiera komendy wspierane przez konkretny model rozrusznika (czyli może być kilka takich aplikacji na jednym programatorze). Aplikacja może zmieniać nie tylko ustawienia terapii, ale nawet firmware rozrusznika, a ten firmware nie jest w żaden sposób kryptograficznie podpisany. Teoretycznie możliwe jest wrzucenie na rozrusznik “złośliwego” firmware’u. Czyli takiego który nie zareaguje wtedy kiedy powinien albo zareaguje wtedy kiedy nie powinien.

Monitory też są dziurawe.
W raporcie badaczy jest wiele innych niepokojących ustaleń. Domowe monitory do rozruszników mają porty USB co otwiera drogę do wrzucenia złośliwego oprogramowania na monitor. Ale oczywiście ryzyko tego, że posiadacz implantu będzie sam sobie infekował monitor jest znikome. Niestety, te monitory pobierają aktualizację z internetu i niekoniecznie sprawdzają źródło systemu dystrybuującego firmware. Teoretycznie możliwy jest więc atak man-in-the-middle, w ramach którego atakujący dostarcza spreparowany firmware na monitor.
Producenci urządzeń nie stosują technik, które utrudniałyby reverse engineering firmware’u. System plików nie jest szyfrowany, a niektóre urządzenia mają wymienialne nośniki. Proces rozwijania produktów jest przyśpieszany poprzez korzystanie z dostępnych na rynku układów, a oprogramowanie działa w oparciu o biblioteki od firm trzecich. To wszystko sprawia, że przygotowanie ataku jest łatwiejsze.

Problem jak widać, dotyczy nie tylko rozruszników serca, ale całego ich ekosystememu. Butts i Rios nie podali nazw firm, których produkty są podatne. Badacze zgłosili jedynie luki amerykańskiemu Departamentowi Zdrowia. Zależało im na tym, aby utrzymać dyskusję o urządzeniach medycznych na poziomie merytorycznym. Łatwo bowiem zeskoczyć na poziom emocjonalno-spiskowy, a to nie przyniesie nic dobrego.
To się naprawi… gdy coś się stanie.
W maju 2017 roku pojawił się także raport Ponemon Institute przygotowany wspólnie z firmą Synopsys. W ramach tego badania zrobiono sondaż wśród producentów urządzeń oraz zakładów opieki zdrowotnej. Obie grupy badanach przyznały, że pacjenci i lekarze są narażeni na ataki. Obie grupy zgadzają się również, że używanie urządzeń przenośnych znacząco zwiększa ryzyko.
Czyli będziemy się przejmować dopiero gdy coś się wydarzy! Jak widać, nie tylko Polak mądry po szkodzie. W raporcie znajduje się też przerażający wykres pokazujący odpowiedź na pytanie “Czy Twoja organizacja robi coś, aby zapobiec atakom na urządzenia medyczne?”. Słupki niebieskie oznaczają producentów, a czerwone służbę zdrowia.

Z sondażu wynika również, że 49% producentów nie przejmuje się uwagami US Food and Drug Administration w zakresie tego jak zabezpieczać urządzenia. Podobnie postępuje 56% zakładów opieki zdrowotnej.
Drogi pacjencie, wpadnij do szpitala na update!
Firma Abott, producent rozruszników serca, nie tak dawno przesłała do 500 000 swoich pacjentów list. Proszono, aby w najbliższym czasie pacjent stawił się w szpitalu w celu dokonania “operacji aktualizacji oprogramowania” w wszczepionym rozruszniku.
Aktualizacja musiała być dokonywana pod okiem lekarzy, bo jak oszacowała firma, ok. 1% aktualizacji zakończy się niepowodzeniem. A to oznacza ryzyko śmierci dla ok. 5000 pacjentów. W trakcie niepowodzenia lepiej więc być blisko stołu operacyjnego…
Mam rozrusznik serca. Co robić? Jak żyć?
Trzeba realizować zalecenia lekarza i żyć zdrowo. Najlepiej się nie przejmować. To podobno szkodzi. Ryzyko wystąpienia ataku na medyczny implant nie wydaje się obecnie duże. Zabić człowieka można w końcu na wiele zdecydowanie prostszych sposobów.
Niestety, właściciele rozruszników serca nie mogą ich po prostu nie stosować więc często rozsądniejsze będzie noszenie “dziurawego” rozrusznika niż niestosowanie go wcale. To samo dotyczy wielu innych urządzeń. Najważniejszą pracę w tym zakresie mają do wykonania specjaliści od bezpieczeństwa, producenci oraz – być może – politycy. To nie jest problem jednego czy kilku urządzeń. Problemem są przyjęte na rynku standardy, a tym standardem jest ignorowanie pewnych problemów.
Media póki co tylko “sensacyjnie” opisują tego typu badania i wnioski z nich płynące. To daje lajki dziś, ale jutro wszyscy o problemie zapomną. Tymczasem potrzeba długofalowych zmian, które wprowadzą znaczące usprawnienia w konstrukcji całych ekosystemów urządzeń medycznych.

źródło: niebezpiecznik.pl

Winamp powróci ! :)

Winamp powróci jako wielofunkcyjny odtwarzacz muzyczny Firma Radionomy, obecny właściciel popularnego w przeszłości programu Winamp zapowiedziała na 2019 rok jego nową wersję oznaczoną numerem 6. Aplikacja ma zostać przystosowana do obecnych wymagań użytkowników, będzie dostępna w mobilnej wersji i zaoferuje korzystanie z różnych źródeł muzyki, w tym z serwisów streamingowych.
Winamp został wprowadzony na rynek w 1997 r. i przez wiele lat był jednym z najpopularniejszych programów do odtwarzania muzyki w formacie MP3. Umożliwiał także słuchanie płyt CD i zgrywanie ich zawartości, oferował też szerokie możliwości dostosowania do wymagań użytkowników. W 2002 r. Winamp został przejęty przez koncern AOL, który w 2013 r. podjął decyzję o końcu rozwijania aplikacji, bowiem przegrywała ona konkurencję z innymi odtwarzaczami dostępnymi na rynku, przede wszystkim zaś z muzycznymi platformami streamingowymi. W 2014 r. Winamp zakupiła belgijska firma Radionomy, jednak od tamtej pory nie aktualizowano tego oprogramowania. Teraz zapowiedziano, że Winamp ma powrócić do gry i ponownie przyciągnąć do siebie użytkowników. Według informacji ujawnionych przez producenta w ciągu najbliższych kilku dni Winamp zostanie zaktualizowany do wersji oznaczonej symbolem 5.8, która jednak wprowadzi jedynie niewielkie poprawki dotyczące płynności działania i bezpieczeństwa. Winamp zostanie reaktywowany w 2019 roku Prawdziwy przełom ma nastąpić w 2019 r., na który Radionomy zapowiada wydanie Winampa 6. Zgodnie z planem aplikacja będzie przeznaczona nie tylko do komputerów, ale pojawi się również jako odtwarzacz mobilny do systemów iOS i Android. Ponadto nowy Winamp ma pozwalać na słuchanie muzyki z wielu różnych źródeł. – Nowa wersja, która pojawi się w przyszłym roku umożliwi nie tylko słuchanie plików MP3 z komputera czy smartfona, ale także z internetowych platform streamujących muzykę – ujawnił Alexandre Saboundjian, szef Radionomy w rozmowie z serwisem TechCrunch. Na razie nie zdradzono dodatkowych szczegółów dotyczących m.in. tego czy zapowiedziany Winamp 6 będzie pozwalał na korzystanie z popularnych serwisów muzycznych takich jak Spotify czy Apple Music. Tajemnicą pozostaje także dokładniejszy termin ewentualnego powrotu odtwarzacza w nowej wersji.

źródło: wirtualnemedia.pl

Samsung chyba oszalał. Zamiast audiojacka będą …

dawać czwarty aparat.

Cztery aparaty w smartfonie wciąż brzmią jak wiadomość z przyszłości, nawet z 2019 czy 2020 roku, ale okazuje się, że tym razem Samsung chce wyjść przed szereg. Co kombinują dokładnie?
Cztery aparaty? Tak, by być lepszym od reszty
Samsung już wcześniej udostępnił grafikę promocyjną, która wskazywała na to, że zaprezentują nowość z czterema aparatami głównymi. Tu jednak wiele osób zastanawiało się, czy rzeczywiście firma zdecyduje się na taki krok. Dotychczas podchodziła bardzo spokojnie do takich nowości, nawet jako jedna z ostatnich wprowadziła podwójny aparat. Tym razem chcą po prostu być szybsi od reszty.
Niedawno pokazali Samsunga Galaxy A7 z potrójnym modułem. Za 1599 złotych to ciekawa propozycja i wreszcie sensownie wyceniona w stosunku do swoich możliwości. Znacznie ciekawiej zapowiada się jednak wyżej pozycjonowany model. Mianowicie Samsung Galaxy A9 odda nam do dyspozycji aż cztery sensory! Za co dokładnie będzie odpowiadał każdy z nich? Dzięki Evanowi Blassowi, dowiedzieliśmy się już dokładnie i ich podział prezentuje się następująco: główna matryca 24 Mpix z f/1.7, 8 Mpix z f/2.4 i kątem widzenia 120 stopni, 10 Mpix z f/2.0 i teleobiektywem oraz 2-krotnym zoomem optycznym, a także 5 Mpix z f/2.2 do wykrywania głębi obrazu.
Z pewnością da ogromne możliwości. Spójrzcie tylko na to, jaki ten smartfon będzie brzydki z tyłu, chyba równie bardzo, co Pixel 3 XL z przodu. Jeżeli ktoś nie zwraca uwagi na wygląd, z pewnością doceni specyfikację Galaxy A9. Cztery aparat to tylko wstęp dla Snapdragona 660, 6 GB RAM, 128 GB pamięci wbudowanej, 6,28-calowego ekranu Super AMOLED, kamerki 8 Mpix z f/1.7 oraz baterii 3720 mAh. Oficjalna premiera 11 października.
Audio jack odchodzi w niepamięć.
Równocześnie dowiedzieliśmy się, że Samsung szykuje się już do usunięcia złącza słuchawkowego 3,5 mm ze swoich przyszłych telefonów. Co ciekawsze, pojawi się ono jeszcze w Samsungu Galaxy S10. Podobno już Note 10 ma zostać pozbawiony tego dodatku i aż zaskakujące, że finalnie firma chce przejść na USB typu C i oferowanie dedykowanych akcesoriów pod ten port. Podobno głównym argumentem jest chęć zaoszczędzenia miejsca na pozostałe podzespoły.
Na pewno Samsung szykuje dużo zmian, ale zaczynam zastanawiać się, czy nie rozpoczyna na nowo swojego pokazu siły.

źródło: antyweb.pl

Nie naprawisz komputera Apple nigdzie…

… indziej, niż w certyfikowanym serwisie.

Naprawa komputerów Apple od teraz możliwa jest wyłącznie dla certyfikowanych serwisów. Powodem jest dbanie o bezpieczeństwo użytkowników, ale… czy to jednak nie przesada (i prawda przyp. QPC) ?
Pamiętacie czasy w których komputery dzieliliście z całą rodziną, a w razie jakichkolwiek problemów z podzespołami nawet użytkownicy z niewielką wiedzą mogli je rozkręcić i wymienić podzespoły bez większej gimnastyki i specjalistycznych narzędzi? Prawdziwi z nas szczęściarze, bo w ostatnich latach takie opcje odeszły w niepamięć. Zastąpiły je komputery szyte na miarę, w których bez specjalistycznej wiedzy i narzędzi nie mamy szans na samodzielną reperację czy ich rozszerzanie. A w przypadku Apple nawet ta na niewiele się zda. Firma zabezpiecza także naprawę komputerów… software’owo!
Naprawa najnowszych komputerów Apple? Potrzebny Apple Service Toolkit 2 !
Aby móc w ogóle pomyśleć o naprawie nowych Macbooków i Maców Pro, należy najpierw zastanowić się czy zdobycie Apple Service Toolkit 2 jest w naszym zasięgu? Prawdopodobnie nie — co utrudni życie nie tylko użytkownikom szukającym tańszej alternatywy do naprawy / diagnozy swojego komputera, niż w oficjalnych (i certyfikowanych) serwisach firmy — bo tylko one mogą liczyć na dostęp do oprogramowania. Zabezpieczenia w najnowszych urządzeniach obejmują gmeranie przy: ekranie, płycie głównej, klawiaturze, trackpadzie, touch ID. W przypadku iMaców spodziewać się także można blokady po próbie wymiany pamięci flash czy właśnie płyty głównej. Blokady, którą można ułaskawić tylko za pośrednictwem wspomnianego wyżej programu.

MacBook Pro 15″ Retina Display Mid 2012 Teardown źródło: ifixit.com

Brzmi przerażająco, a powodem wprowadzania tych zmian ma być — oczywiście — dbanie o bezpieczeństwo użytkowników. Nikogo chyba specjalnie nie dziwią głosy na temat tego, że to z ich strony niegrzeczne — i jest próbą kontrolowania rynku napraw, a przy okazji niejako zmuszania do zakupu nowych urządzeń. Podobnie zresztą jak stała próba zmniejszenia cyklu życia urządzeń, ot, na przykład aktualizacjami oprogramowania które je spowalniają.
I naprawdę chciałbym to popierać całym sercem, ale jednak jako użytkownik pamiętający jak łatwe były naprawy jeszcze kilka-kilkanaście lat temu, nie potrafię. Bo oto doczekaliśmy się czasów, w których tak naprawdę mamy jedną ścieżkę: traktowania elektroniki jako jednorazówki. Samodzielnie — nic nie zrobimy. O zakupie używanych podzespołów które zaniemogły — możemy zapomnieć. Jedynym rozwiązaniem jest odwiedzenie autoryzowanego serwisu który, niezależnie od firmy, nigdy nie zaproponuje nam naprawy za rozsądną stawkę. Ich ceny katalogowe zwalają z nóg. A zakładając że kupiliśmy sprzęt z drugiej ręki czy w dużej okazji cenowej, wymiana części kosztująca więcej, niż ten sam sprzęt na rynku wtórnym? Dziękuję, postoję. To po prostu nie ma sensu.
Pobudki kierujące Apple są prawdopodobnie słuszne, ale mimo całej mojej sympatii do firmy — nie potrafię do nich podejść optymistycznie. Przecież jeszcze raptem kilka lat temu wymiana dysku czy rozszerzenie pamięci RAM w laptopie nie było niczym specjalnie skomplikowanym — i to niezależnie od producenta sprzętu. Teraz? Dla większości przenośnych komputerów to właściwie niewykonalne dla standardowego użytkownika. Szkoda, ale mając w pamięci że historia lubi zataczać krąg, liczę że to powróci — może być nawet jako „next big thing”.

źródło: antyweb.pl

Nowe iPhone’y – nowe problemy. Sprzęt za grube pieniądze ma problemy z…

Wygląda na to, że najnowsze telefony Apple cierpią na typowe problemy wieku dziecięcego. Jak podają różne źródła, najnowsze urządzenia w portfolio firmy z Cupertino oprócz kłopotów z zasięgiem, miewają także trudności z… ładowaniem akumulatora. Wielu świeżo upieczonych użytkowników narzeka na fakt, iż telefony pozostawione do uzupełnienia baterii na noc – bardzo często nie ładuje się wcale.
Fora pomocy techniczne firmy Apple oraz Macrumors uginają się od narzekań użytkowników, którzy twierdzą, że ich nowe iPhone’y XS i XS Max nie ładują się prawidłowo. Jak podają media – najprawdopodobniej jest to błąd w oprogramowaniu, który odnosi się do ustawień akcesoriów USB. Zauważono, że urządzenie nie będzie się ładować, gdy kabel Lightning jest podłączony, ale urządzenie znajduje się w „uśpieniu” – to jest jego ekran jest wyłączony. W większości urządzeń działa to poprawnie – po wetknięciu kabla do portu ładowanie rozpoczyna się automatycznie. Jednak w objętych wadą egzemplarzach – smartfony nie reagują błyskawicznie na pojawienie się źródła zasilania.

Bodaj najważniejszym dowodem na to, że błąd ma naturę software’ową jest fakt, iż po aktualizacji do iOS 12.1 Beta, problem jest eliminowany. Wygląda więc na to, że tak jak podają media – wszystko kręci się wokół ustawień akcesoriów USB dla iPhone’ów i to właśnie tam tkwi problem. Dla niektórych użytkowników wybawieniem więc może okazać się wgranie niedostępnej jeszcze szerzej paczki poprawek. Niektórzy natomiast sugerują, by przenieść się do ustawień -> Face ID i kod -> „pozwól na dostęp, gdy zablokowany”. Warto również włączyć akcesoria USB.

To nie jedyny problem nowych iPhone’ów

Inne raporty mówią o tym, że nowe telefony Apple – iPhone XS i iPhone XS Max mają spore problemy z zasięgiem telefonii komórkowej. Natura tego problemu jest już właściwie nieznana – nie można orzec, czy jest to kolejne niedomaganie software’owe czy też wada związana z produkcją tych urządzeń. Cóż, potwierdza się chyba to, o czym mówili niektórzy obserwatorzy Apple – po premierze nowych urządzeń warto poczekać choćby kilka miesięcy – aż Apple zidentyfikuje wszystkie najważniejsze niedogodności i wdroży dla nich poprawki.

W przypadku iPhone’ów XS i XS Max, doskonale widać, że te związane są z „problemami wieku dziecięcego”, chociaż w porównaniu do modelu X jest i tak lepiej (prawdopodobnie). W przypadku modelu X niektórzy użytkownicy narzekali na psujące się ekrany od Samsunga – panele OLED albo pokrywały się pionowymi pasami, albo w ogóle przestawały działać. Na szczęście, na mocy decyzji Apple takie egzemplarze są wymieniane właściwie od ręki, a sam problem jest doskonale znany. Inne, pomniejsze niedomagania poprzedniego modelu polegają m. in. na słabej jakości głośników oraz rzadziej, zacinających się przyciskach bocznych.

Miszmasz, czyli Kogel-mogel 3

Pod koniec września br. rozpoczęły się zdjęcia do filmu „Miszmasz, czyli Kogel-mogel 3” – dowiedział się portal Wirtualnemedia.pl. Premiera filmu produkowanego przez należącą do Tadeusza Lampki spółkę MTL Maxfilm odbędzie się najwcześniej na początku przyszłego roku.Autorką scenariusza jest Ilona Łepkowska, która była odpowiedzialna także za poprzednie dwie części tej kultowej już komedii. „Miszmasz” będzie kontynuacją historii sprzed 30 lat, a widzowie zobaczą jak potoczyły się losy bohaterów po latach politycznej transformacji i społecznych przemian w Polsce. – W nowej produkcji powrócimy do wsi Brzózki, gdzie po rozwodzie wraz z matką nadal mieszka Kasia (w tej roli niezmiennie Grażyna Błęcka-Kolska) i dokąd po kilku latach spędzonych u ojca w Holandii wraca syn Kasi i Pawła – trzydziestoletni Marcin Zawada (Nikodem Rozbicki). Poznamy także dalsze losy rodziny Wolańskich: docenta Mariana i jego ekscentrycznej żony Barbary, ich niezapomnianego synka, dziś już prawie czterdziestoletniego Piotrusia oraz jego młodszej siostry Agnieszki (Aleksandra Hamkało) – informuje portal Wirtualnemedia.pl spółka MTL Maxfilm produkująca film. Obok nowych bohaterów, w produkcji udział weźmie większość aktorów znanych z poprzednich części filmu m.in.: Grażyna Błęcka-Kolska, Katarzyna Łaniewska, Ewa Kasprzyk, Zdzisław Wardejn, Paweł Nowisz i Wiktor Zborowski oraz Jerzy Rogalski. Obok Nikodema Rozbickiego i Aleksandy Hamkało do obsady filmu dołączyli: Maciej Zakościelny, który wcieli się w rolę dorosłego Piotrusia Wolańskiwgo, Anna Mucha, Katarzyna Skrzynecka, Małgorzata Rożniatowska oraz Joanna Jarmołowicz. Za reżyserię tej części odpowiada Konrad Piwowarski, zaś producentem jest należąca do Tadeusza Lampki spółka MTL Maxfilm, odpowiedzialna za produkcje takich kinowych hitów jak: „7 rzeczy, których nie wiecie o facetach”, „Wkręceni”, „Och karol 2″, „Nigdy w życiu”, „Tylko mnie kochaj” czy „Nie kłam kochanie”.Zakończenie zdjęć planowane jest na druga połowę listopada. Odbywają się one głównie pod Warszawą, ale część z nich jest również realizowana w stolicy. W trzeciej części komedii widzowie jednak nie zobaczą lokacji sprzed 30 lat – zwłaszcza domu Zawadów. Premiera filmu odbędzie się najwcześniej na początku przyszłego roku. Producent nie zdradza jeszcze planowanej oficjalnej daty premiery.
źródło: wirtualnemedia.pl