Po co handlarzom narkotyków koparki kryptowalut?

Jakiś czas temu media obiegła ciekawa wiadomość: policja rozbiła gang narkotykowy (gratulacje!) a poza narkotykami zabezpieczyła również koparki kryptowalut. Źródłem tej wiadomości jest nota prasowa opublikowana na stronach policji. Materiał policji jest rzetelny i nigdzie nie znajdziemy w nim informacji o odkrytej “kopalnii kryptowalut”. Ale to właśnie ten aspekt “kryptowalut” został podchwycony przez inne media i w dodatku opisany tak, że aż bolą oczy.
Wszystko zaczęło się chyba od tego twitnięcia dziennikarza Radia Zet:

Które chwile później pojawiło się w artykule na łamach portalu Radia Zet. Przytoczmy co ciekawsze fragmenty tego artykułu:

„Kilkanaście połączonych ze sobą komputerów łamało hasła do kryptowalut.”

„Komputery te służyły do łamania hasła kryptowaluty, co potocznie nazywa się ‘kopaniem bitcoinów’. Przestępcy uzyskiwali dzięki temu nowe kryptowaluty, a także prowizje z opłat za dokonywane w nich transakcje. – To pierwszy w kraju przypadek, że przestępcy z narkotyków finansują wyrafinowaną przestępczość internetową – mówi Krzysztof Liedel, ekspert ds. przestępczości.”

„kod kryptograficzny wymieniany między internautami.”

Nie wiemy, czy wypowiedź eksperta jest cytowana dosłownie, czy została przeinaczona przez redaktora, ale na pewno w tej formie wymaga ona mocnego sprostowania.

Czym są koparki kryptowalut?

Zacznijmy od tego, że koparki niczego nie “łamią”, a jedynie obliczają hashe (funkcje skrótu), które muszą spełniać konkretny warunek, jaki w danej chwili stawia sieć Bitcoina. Warunek ten (zwany także zagadką kryptograficzną) jest zmienny w czasie i jego trudność zależy od mocy obliczeniowej całej sieci Bitcoina. I to jeśli mówimy o koparkach bitcoinowych, bo kryptowalut jest wiele i nie każda koparka nadaje się do kopania każdej kryptowaluty.

Na czym polega “kopanie”?

Mówiąc obrazowo, koparki muszą do wartości X (symbolizującej zestaw transakcji w sieci Bitcoin, które będą dodane do Blockchaina) dodać taką wartość Y, aby wygenerowany z tego hash SHA-256 spełniał warunek, np. zaczynał się od 8 zer.

„Sprawdź sam jakie to “łatwe”.

echo „Ale smieszny artykul.x” | shasum -a 256
ffd7a52582fe452157ef48606746c181
08652c3d5a652ee31c916cf095705482

Znajdź takie “x”, które po dodaniu do powyższego zdania spowoduje wygenerowanie hasha zaczynającego się od 00. A jak to zrobisz, spróbuj znaleźć taką wartość x, która generuje hasha z 5 zerami na początku. Łatwe?”

Takie zadania rozwiązują setki koparek na świecie (opartych nie tylko o układy ASIC ale także o karty graficzne). Z tym, że nie doklejają liczb do głupich zdań, a do “bloku” składającego się z metadanych transakcji w sieci Bitcoin. Ten kto pierwszy rozwiąże zagadkę, dostanie od sieci Bitcoina nagrodę — obecnie jest nią 12,5 Bitcoina, czyli prawie 300 tysięcy złotych plus ewentualne opłaty, jakie w celu przyśpieszenia potwierdzenia danej transakcji dodaje do niej zlecający ją użytkownik Bitcoina (o to chyba mogło chodzić w artykule w zdaniu o “prowizjach”). Na marginesie, to obliczanie hashy to tzw. proof-of-work.

Rozwiązanie zagadki powoduje dodanie (“wykopanie”) nowego bloku do blockchaina, czyli wspólnego rejestru wszystkich transakcji w sieci Bitcoin. Obecnie w sieci Bitcoin nowy blok “wykopywany” jest średnio co 10 minut. Pula bitcoinów na nagrody jest skończona i “planowo” wyczerpie się ok. 2140 roku.

Obecnie nagrody zgarniają nie pojedyncze osoby, a tzw. poole, czyli zrzeszenia wielu osób posiadających po jednej lub setki koparek. Pool który jako pierwszy obliczy poprawną akceptowalną wartość hasha, dostaje kryptowalutę i dzieli ją między swoich członków proporcjonalnie do włożonej mocy obliczeniowej.
Kopanie bitcoinów inaczej niż w poolach jest obecnie ze względu na trudność nieopłacalne. Jeśli założymy, że zdjęcia policji pokazują wszystkie zabezpieczone koparki, to jest ich ok. 50. To niewiele. Kokosów panowie przestępcy więc na nich nie zbijali (przynajmniej ostatnio).Koparki, które widać na zdjęciach policji, to najprawdopodobniej Antminery, czyli oparte na ASIC urządzenia, które służą do wydajnego licznia hashy. Jeśli to Antminer S9, przeznaczony do “kopania” Bitcoinów, to jego wydajność to 14.5TH/s (Tera haszy SHA-256 na sekundę). Koszty różnych wersji Antminera wahają się między 500 PLN a 10 000 PLN. Oto jak wygląda Antminer:
A to zdjęcia koparek wykonane przez Policję:

Po co to przestępcom?

Po co w ogóle przestępcom koparki, a raczej kryptowaluta? Bo wbrew pozorom Bitcoin nie jest anonimowy. Jeśli chcecie go pozyskać (wymieniając zwykłe waluty na bitcoiny w internetowych giełdach i kantorach), to zostanie po tym ślad, który może na was wskazać. Ale jeśli bitcoina wykopiecie, to ten ślad będzie zdecydowanie mniejszy. Dzięki samodzielnemu kopaniu kryptowaluty możecie “bardziej anonimowo” kupować różne rzeczy, np. półprodukty czy sprzęt potrzebny do produkcji narkotyków. Ale także broń i inne wyposażenie jakim powinna dysponować grupa przestępcza.Możliwy jest też wariant z praniem pięniędzy z narkobiznesu. W uproszczeniu: pozyskane “brudne” pieniądze są przeznaczane na zakup koparek. Te kopią kryptowalutę i “legalizują” pieniądze wypłacane z giełdy. Odejmujemy podateczek (albo przy bardziej skomplikowanych wariantach prania tego nie robimy) i mamy przepraną kasę. Ciekawe tylko na ile taki proceder jest “wydajny”. Koparka zwraca się obecnie po ok. 10 miesiącach (plus minus cena prądu i kurs BTC). Nie jest jednak wykluczone, że przestępcy są z tych cierpliwszych… Bohaterowie Ozark mogliby się uczyć!Niektórzy żartują też, że ciepło generowane przez koparki kryptowalut przestępcy mogli wykorzystywać do ogrzewania plantacji marihuany. Ale my ekspertami od narkotyków nie jesteśmy, więc ciężko jest nam ocenić wiarygodność tej tezy. Zwłaszcza, że w materiałach policji nie ma ani słowa o plantacji na miejscu ujawnienia kryptowalut.

Przed Polakami na kryptowalutach poślizgnęli się rosyjscy szpiedzy.

Dzięki blockchainowym potknięciom służb specjalnych Rosji, Amerykanom udało się powiązać infrastrukturę DC Leaks i Guciffera (który zarzekał się że jest Rumunem) z Rosjanami. Rosjanie, którzy zostali oskarżeni o ingerencje w wybory prezydenckie w USA dostarczyli Amerykanom dowodów na swoją przestępczą działalność m.in. dlatego, że niedbale obchodzili się z kryptowalutami. Bitcoin ich zgubił.

Co prawda część kryptowaluty wykopali sami (brawo za opsec!) i była ona nienamierzalna. Ale tych anonimowych środków użyli w taki sposób, że dało się je powiązać z innymi środkami, które ujawniły faktycznych “właścicieli”. Transakcje kryptowalutami to ciężka sprawa, a w przypadku Bitcoina wcale nie taka anonimowa, jak mogłoby się niektórym wydawać. Tu jednak trzeba dodać, że pośród ponad 1600 różnych kryptowalut są także takie, które mocno stawiają na prywatność i anonimowość transakcji, np. Monero.

Czy kopanie to dobry interes?

Podsumowując, jak widzicie, generowanie bitcoinów to żadne “łamanie kryptowaluty”, a po prostu obliczanie hashy, a zatem zamiana mocy obliczeniowej “koparki” (prądu i sprzętu) na kryptowalutę (o ile dany górnik, czyli osoba posiadająca koparkę, rozwiąże zagadkę jako pierwsza). Trzeba w to trochę zainwestować i niekoniecznie musi się to zwrócić. Ale kto bogatemu zabroni…

I na koniec, z kronikarskiego obowiązku: posiadanie, generowanie i handel kryptowalutą jest w Polsce legalny (jeszcze). Posiadanie, generowanie i handel amfetaminą nie.

PS. Autor tego artykułu posiada kryptowaluty, w tym Bitcoina, co nie oznacza, że do ich zakupu (zwłaszcza w bitcoinmatach) lub generowania kogokolwiek zachęca, a już na pewno nie na firmowym sprzęcie (zwłaszcza w elektrownii atomowej). Kryptowaluty można stracić łatwiej niż pieniądze w bankach. Ponad 60% giełd kryptowalutowych pada ofiarą włamań i ataków w których bezpowrotnie giną środki. W Polsce trzy giełdy straciły pieniądze swoich użytkowników, bitcurex, bitextreme i bitomat.

źródło: niebezpiecznik.com

Zostaliście ostrzeżeni. 🙂

Zobacz jak wygląda krakowska kopalnia kryptowalut oparta o 600 koparek…

Xiaomi–Apple: 1–0

Xiaomi – Apple: 1 – 0. Chińczycy pokazują, kto umie lepiej 🙂

Xiaomi Xs, Xs Max i Xr – nawiązanie do nazw najnowszych modeli iPhone wcale nie jest przypadkowe. Czyżby Chińczycy odważyli się na docinki Apple i powoli przechodzili na własną, niezależną ścieżkę?

Xiaomi = chińskie Apple

W sumie początki Xiaomi są nierozerwalnie złączone właśnie z amerykańskim gigantem. Sam przebieg konferencji, zachowanie szefa marki, który chciał być chińskim Stevem Jobsem, a MIUI wyglądem miało przypominać chińskiego iOS. Ogółem całość miała nawiązywać. Ba! Chyba nawiązywanie jest w tym przypadku zbyt łagodnym słówkiem, ale mimo wszystko dobrze obrazuje całą sytuację.

Nawet grafiki na stronach były łudząco podobne do tych od rywala zza Oceanu. To jednak jestem w stanie zrozumieć, bo obecnie każdy producent jednak inspiruje się tymi najlepszymi, a ładnie wyglądająca strona produktu od razu zwiększa szansę na to, że ktoś go wybierze.

Jednocześnie za takim pozycjonowaniem siebie jako chińskiego Apple stały same poważne argumenty. Po pierwsze chciano podkreślić, że sprzedają coś równie dopracowanego, a w niższej cenie. Po drugie pozwalało to zdobyć rozgłos i trafić do wielu klientów, którzy byli zainteresowani kupnem iPhone, ale w sumie coś w nim im nie pasowało. Dodając do tego świetny marketing społecznościowy, Xiaomi znajduje się aktualnie w czołówce producentów smartfonów na świecie.

Czas na niezależność – Xiaomi Xs lepszy od iPhone Xs

Muszę jednak przyznać, że od premiery pierwszej generacji Xiaomi Mi Mix, firma zaczęła szukać już własnej osobowości. Przede wszystkim odeszli od ścisłego trzymania się pomysłów Apple i widać, że stopniowo odchodzą na inne tory, co w tym przypadku może im tylko pomóc w walce z Huawei/Honor czy Samsungiem. Na pewnym poziomie trzeba skończyć z kopiowaniem, choć też trudno byłoby całkowicie z tego zrezygnować.

Przejdźmy teraz do bardzo dobrych paczek, jakie przygotowało Xiaomi z okazji debiutu nowych iPhone’ów w Chinach. Co ciekawsze, każda kosztuje tyle, ile odpowiedni telefon z Cupertino. Na dole oferty mamy Xiaomi Xr: Xiaomi Mi 8 SE (6/128 GB), Mi Notebook Air z 12,5-calowym ekranem (8/256 GB), Mi Band 3 oraz zestaw do rozmów Bluetooth.

Wyżej mamy Xiaomi Xs z Mi Mixem 2S (8/256 GB), większym Mi Notebookiem Air z 13,3-calowym wyświetlaczem oraz Mi Bandem 3 z zestawem Bluetooth. Natomiast Xiaomi Xs Max to już Xiaomi Mi 8 (6/128 GB), Xiaomi Mi Notebook Pro, Mi Band 3 i zestaw Bluetooth.

Moim zdaniem bardzo dobra akcja marketingowa i jedynie szkoda, że firma ograniczyła się z jej dostępnością tylko do Chin. Po cichu liczę, że jeszcze pojawi się poza Państwem Środka. To jednak bardzo dobrze obrazuje, jak Apple tym razem przesadziło z wyceną nowości. Rozumiem, że chcą zarabiać jeszcze więcej. Rozumiem, że klienci to kupią, bo Apple, bo prestiż, bo drogo, więc musi być idealnie. Rozumiem, że iPhone X był tak udanym eksperymentem cenowym, że aż prosił się o kontynuowanie. Tylko czy gdzieś znajdą granicę?

 

źródło: antyweb.pl

Naprawa Xiaomi

Zapraszamy do naszego serwisu.

Popularne opcje naprawy: wymiana szybki wyświetlacza oraz wymiana wyświetlacza. Znajdź swój model telefonu.

Mi 6X – nowy smartfon Xiaomi

Firma Xiaomi oficjalnie zaprezentowała nowego smartfona – model Mi 6X.
Xiaomi Mi 6X został wyposażony w system Android 8.1 Oreo, 5,99-calowy ekran IPS LCD 18:9 o rozdzielczości Full HD+ (1080 x 2160 pikseli), czterordzeniowy procesor Snapdragon 660 2,2 GHz, 4 GB lub 6 GB pamięci RAM oraz 64 GB lub 128 GB pamięci wewnętrznej.
Smartfon oferuje także podwójny aparat fotograficzny Sony 12 Mpx + 20 Mpx, przednią kamerę Sony 20 Mpx, łączność LTE, Wi-Fi, Bluetooth 5.0, GPS, tryb Dual SIM, czytnik linii papilarnych, złącze USB typu C oraz baterię o pojemności 3010 mAh.
Xiaomi Mi 6X jest dostępny w Chinach w trzech wariantach: z pamięcią RAM 4 GB i 64 GB pamięci wewnętrznej, 6 GB + 64 GB oraz 6 GB + 128 GB. Cena smartfona to odpowiednio 1599 juanów (ok. 870 zł), 1799 juanów (ok. 980 zł) i 1999 juanów (ok. 1090 zł). Oferowane kolory to czerwony, czarny, niebieski, złoty i różowy.
W Europie Mi 6X pojawi się, zgodnie z przypuszczeniami jako Mi A2. Na premierze urządzenia, dyrektor generalny Xiaomi Lei Jun poinformował, że ideą firmy jest zyskiwać na każdym produkcie nie więcej niż 5 proc. i zjednywać klientów relatywnie niską ceną. Jak dodał, że jeśli kierowana przez niego firma przekroczy 5 proc. zysku klienci będą dostawać odszkodowanie.

 

 

 

źródło: wirtualnemedia.pl