Forum

Forum czasowo zawieszone z powodu spamu.

[wpforo]

Samsung chyba oszalał. Zamiast audiojacka będą …

dawać czwarty aparat.

Cztery aparaty w smartfonie wciąż brzmią jak wiadomość z przyszłości, nawet z 2019 czy 2020 roku, ale okazuje się, że tym razem Samsung chce wyjść przed szereg. Co kombinują dokładnie?
Cztery aparaty? Tak, by być lepszym od reszty
Samsung już wcześniej udostępnił grafikę promocyjną, która wskazywała na to, że zaprezentują nowość z czterema aparatami głównymi. Tu jednak wiele osób zastanawiało się, czy rzeczywiście firma zdecyduje się na taki krok. Dotychczas podchodziła bardzo spokojnie do takich nowości, nawet jako jedna z ostatnich wprowadziła podwójny aparat. Tym razem chcą po prostu być szybsi od reszty.
Niedawno pokazali Samsunga Galaxy A7 z potrójnym modułem. Za 1599 złotych to ciekawa propozycja i wreszcie sensownie wyceniona w stosunku do swoich możliwości. Znacznie ciekawiej zapowiada się jednak wyżej pozycjonowany model. Mianowicie Samsung Galaxy A9 odda nam do dyspozycji aż cztery sensory! Za co dokładnie będzie odpowiadał każdy z nich? Dzięki Evanowi Blassowi, dowiedzieliśmy się już dokładnie i ich podział prezentuje się następująco: główna matryca 24 Mpix z f/1.7, 8 Mpix z f/2.4 i kątem widzenia 120 stopni, 10 Mpix z f/2.0 i teleobiektywem oraz 2-krotnym zoomem optycznym, a także 5 Mpix z f/2.2 do wykrywania głębi obrazu.
Z pewnością da ogromne możliwości. Spójrzcie tylko na to, jaki ten smartfon będzie brzydki z tyłu, chyba równie bardzo, co Pixel 3 XL z przodu. Jeżeli ktoś nie zwraca uwagi na wygląd, z pewnością doceni specyfikację Galaxy A9. Cztery aparat to tylko wstęp dla Snapdragona 660, 6 GB RAM, 128 GB pamięci wbudowanej, 6,28-calowego ekranu Super AMOLED, kamerki 8 Mpix z f/1.7 oraz baterii 3720 mAh. Oficjalna premiera 11 października.
Audio jack odchodzi w niepamięć.
Równocześnie dowiedzieliśmy się, że Samsung szykuje się już do usunięcia złącza słuchawkowego 3,5 mm ze swoich przyszłych telefonów. Co ciekawsze, pojawi się ono jeszcze w Samsungu Galaxy S10. Podobno już Note 10 ma zostać pozbawiony tego dodatku i aż zaskakujące, że finalnie firma chce przejść na USB typu C i oferowanie dedykowanych akcesoriów pod ten port. Podobno głównym argumentem jest chęć zaoszczędzenia miejsca na pozostałe podzespoły.
Na pewno Samsung szykuje dużo zmian, ale zaczynam zastanawiać się, czy nie rozpoczyna na nowo swojego pokazu siły.

źródło: antyweb.pl

Nie naprawisz komputera Apple nigdzie…

… indziej, niż w certyfikowanym serwisie.

Naprawa komputerów Apple od teraz możliwa jest wyłącznie dla certyfikowanych serwisów. Powodem jest dbanie o bezpieczeństwo użytkowników, ale… czy to jednak nie przesada (i prawda przyp. QPC) ?
Pamiętacie czasy w których komputery dzieliliście z całą rodziną, a w razie jakichkolwiek problemów z podzespołami nawet użytkownicy z niewielką wiedzą mogli je rozkręcić i wymienić podzespoły bez większej gimnastyki i specjalistycznych narzędzi? Prawdziwi z nas szczęściarze, bo w ostatnich latach takie opcje odeszły w niepamięć. Zastąpiły je komputery szyte na miarę, w których bez specjalistycznej wiedzy i narzędzi nie mamy szans na samodzielną reperację czy ich rozszerzanie. A w przypadku Apple nawet ta na niewiele się zda. Firma zabezpiecza także naprawę komputerów… software’owo!
Naprawa najnowszych komputerów Apple? Potrzebny Apple Service Toolkit 2 !
Aby móc w ogóle pomyśleć o naprawie nowych Macbooków i Maców Pro, należy najpierw zastanowić się czy zdobycie Apple Service Toolkit 2 jest w naszym zasięgu? Prawdopodobnie nie — co utrudni życie nie tylko użytkownikom szukającym tańszej alternatywy do naprawy / diagnozy swojego komputera, niż w oficjalnych (i certyfikowanych) serwisach firmy — bo tylko one mogą liczyć na dostęp do oprogramowania. Zabezpieczenia w najnowszych urządzeniach obejmują gmeranie przy: ekranie, płycie głównej, klawiaturze, trackpadzie, touch ID. W przypadku iMaców spodziewać się także można blokady po próbie wymiany pamięci flash czy właśnie płyty głównej. Blokady, którą można ułaskawić tylko za pośrednictwem wspomnianego wyżej programu.

MacBook Pro 15″ Retina Display Mid 2012 Teardown źródło: ifixit.com

Brzmi przerażająco, a powodem wprowadzania tych zmian ma być — oczywiście — dbanie o bezpieczeństwo użytkowników. Nikogo chyba specjalnie nie dziwią głosy na temat tego, że to z ich strony niegrzeczne — i jest próbą kontrolowania rynku napraw, a przy okazji niejako zmuszania do zakupu nowych urządzeń. Podobnie zresztą jak stała próba zmniejszenia cyklu życia urządzeń, ot, na przykład aktualizacjami oprogramowania które je spowalniają.
I naprawdę chciałbym to popierać całym sercem, ale jednak jako użytkownik pamiętający jak łatwe były naprawy jeszcze kilka-kilkanaście lat temu, nie potrafię. Bo oto doczekaliśmy się czasów, w których tak naprawdę mamy jedną ścieżkę: traktowania elektroniki jako jednorazówki. Samodzielnie — nic nie zrobimy. O zakupie używanych podzespołów które zaniemogły — możemy zapomnieć. Jedynym rozwiązaniem jest odwiedzenie autoryzowanego serwisu który, niezależnie od firmy, nigdy nie zaproponuje nam naprawy za rozsądną stawkę. Ich ceny katalogowe zwalają z nóg. A zakładając że kupiliśmy sprzęt z drugiej ręki czy w dużej okazji cenowej, wymiana części kosztująca więcej, niż ten sam sprzęt na rynku wtórnym? Dziękuję, postoję. To po prostu nie ma sensu.
Pobudki kierujące Apple są prawdopodobnie słuszne, ale mimo całej mojej sympatii do firmy — nie potrafię do nich podejść optymistycznie. Przecież jeszcze raptem kilka lat temu wymiana dysku czy rozszerzenie pamięci RAM w laptopie nie było niczym specjalnie skomplikowanym — i to niezależnie od producenta sprzętu. Teraz? Dla większości przenośnych komputerów to właściwie niewykonalne dla standardowego użytkownika. Szkoda, ale mając w pamięci że historia lubi zataczać krąg, liczę że to powróci — może być nawet jako „next big thing”.

źródło: antyweb.pl

Nowe iPhone’y – nowe problemy. Sprzęt za grube pieniądze ma problemy z…

Wygląda na to, że najnowsze telefony Apple cierpią na typowe problemy wieku dziecięcego. Jak podają różne źródła, najnowsze urządzenia w portfolio firmy z Cupertino oprócz kłopotów z zasięgiem, miewają także trudności z… ładowaniem akumulatora. Wielu świeżo upieczonych użytkowników narzeka na fakt, iż telefony pozostawione do uzupełnienia baterii na noc – bardzo często nie ładuje się wcale.
Fora pomocy techniczne firmy Apple oraz Macrumors uginają się od narzekań użytkowników, którzy twierdzą, że ich nowe iPhone’y XS i XS Max nie ładują się prawidłowo. Jak podają media – najprawdopodobniej jest to błąd w oprogramowaniu, który odnosi się do ustawień akcesoriów USB. Zauważono, że urządzenie nie będzie się ładować, gdy kabel Lightning jest podłączony, ale urządzenie znajduje się w „uśpieniu” – to jest jego ekran jest wyłączony. W większości urządzeń działa to poprawnie – po wetknięciu kabla do portu ładowanie rozpoczyna się automatycznie. Jednak w objętych wadą egzemplarzach – smartfony nie reagują błyskawicznie na pojawienie się źródła zasilania.

Bodaj najważniejszym dowodem na to, że błąd ma naturę software’ową jest fakt, iż po aktualizacji do iOS 12.1 Beta, problem jest eliminowany. Wygląda więc na to, że tak jak podają media – wszystko kręci się wokół ustawień akcesoriów USB dla iPhone’ów i to właśnie tam tkwi problem. Dla niektórych użytkowników wybawieniem więc może okazać się wgranie niedostępnej jeszcze szerzej paczki poprawek. Niektórzy natomiast sugerują, by przenieść się do ustawień -> Face ID i kod -> „pozwól na dostęp, gdy zablokowany”. Warto również włączyć akcesoria USB.

To nie jedyny problem nowych iPhone’ów

Inne raporty mówią o tym, że nowe telefony Apple – iPhone XS i iPhone XS Max mają spore problemy z zasięgiem telefonii komórkowej. Natura tego problemu jest już właściwie nieznana – nie można orzec, czy jest to kolejne niedomaganie software’owe czy też wada związana z produkcją tych urządzeń. Cóż, potwierdza się chyba to, o czym mówili niektórzy obserwatorzy Apple – po premierze nowych urządzeń warto poczekać choćby kilka miesięcy – aż Apple zidentyfikuje wszystkie najważniejsze niedogodności i wdroży dla nich poprawki.

W przypadku iPhone’ów XS i XS Max, doskonale widać, że te związane są z „problemami wieku dziecięcego”, chociaż w porównaniu do modelu X jest i tak lepiej (prawdopodobnie). W przypadku modelu X niektórzy użytkownicy narzekali na psujące się ekrany od Samsunga – panele OLED albo pokrywały się pionowymi pasami, albo w ogóle przestawały działać. Na szczęście, na mocy decyzji Apple takie egzemplarze są wymieniane właściwie od ręki, a sam problem jest doskonale znany. Inne, pomniejsze niedomagania poprzedniego modelu polegają m. in. na słabej jakości głośników oraz rzadziej, zacinających się przyciskach bocznych.

Po co handlarzom narkotyków koparki kryptowalut?

Jakiś czas temu media obiegła ciekawa wiadomość: policja rozbiła gang narkotykowy (gratulacje!) a poza narkotykami zabezpieczyła również koparki kryptowalut. Źródłem tej wiadomości jest nota prasowa opublikowana na stronach policji. Materiał policji jest rzetelny i nigdzie nie znajdziemy w nim informacji o odkrytej “kopalnii kryptowalut”. Ale to właśnie ten aspekt “kryptowalut” został podchwycony przez inne media i w dodatku opisany tak, że aż bolą oczy.
Wszystko zaczęło się chyba od tego twitnięcia dziennikarza Radia Zet:

Które chwile później pojawiło się w artykule na łamach portalu Radia Zet. Przytoczmy co ciekawsze fragmenty tego artykułu:

„Kilkanaście połączonych ze sobą komputerów łamało hasła do kryptowalut.”

„Komputery te służyły do łamania hasła kryptowaluty, co potocznie nazywa się ‘kopaniem bitcoinów’. Przestępcy uzyskiwali dzięki temu nowe kryptowaluty, a także prowizje z opłat za dokonywane w nich transakcje. – To pierwszy w kraju przypadek, że przestępcy z narkotyków finansują wyrafinowaną przestępczość internetową – mówi Krzysztof Liedel, ekspert ds. przestępczości.”

„kod kryptograficzny wymieniany między internautami.”

Nie wiemy, czy wypowiedź eksperta jest cytowana dosłownie, czy została przeinaczona przez redaktora, ale na pewno w tej formie wymaga ona mocnego sprostowania.

Czym są koparki kryptowalut?

Zacznijmy od tego, że koparki niczego nie “łamią”, a jedynie obliczają hashe (funkcje skrótu), które muszą spełniać konkretny warunek, jaki w danej chwili stawia sieć Bitcoina. Warunek ten (zwany także zagadką kryptograficzną) jest zmienny w czasie i jego trudność zależy od mocy obliczeniowej całej sieci Bitcoina. I to jeśli mówimy o koparkach bitcoinowych, bo kryptowalut jest wiele i nie każda koparka nadaje się do kopania każdej kryptowaluty.

Na czym polega “kopanie”?

Mówiąc obrazowo, koparki muszą do wartości X (symbolizującej zestaw transakcji w sieci Bitcoin, które będą dodane do Blockchaina) dodać taką wartość Y, aby wygenerowany z tego hash SHA-256 spełniał warunek, np. zaczynał się od 8 zer.

„Sprawdź sam jakie to “łatwe”.

echo „Ale smieszny artykul.x” | shasum -a 256
ffd7a52582fe452157ef48606746c181
08652c3d5a652ee31c916cf095705482

Znajdź takie “x”, które po dodaniu do powyższego zdania spowoduje wygenerowanie hasha zaczynającego się od 00. A jak to zrobisz, spróbuj znaleźć taką wartość x, która generuje hasha z 5 zerami na początku. Łatwe?”

Takie zadania rozwiązują setki koparek na świecie (opartych nie tylko o układy ASIC ale także o karty graficzne). Z tym, że nie doklejają liczb do głupich zdań, a do “bloku” składającego się z metadanych transakcji w sieci Bitcoin. Ten kto pierwszy rozwiąże zagadkę, dostanie od sieci Bitcoina nagrodę — obecnie jest nią 12,5 Bitcoina, czyli prawie 300 tysięcy złotych plus ewentualne opłaty, jakie w celu przyśpieszenia potwierdzenia danej transakcji dodaje do niej zlecający ją użytkownik Bitcoina (o to chyba mogło chodzić w artykule w zdaniu o “prowizjach”). Na marginesie, to obliczanie hashy to tzw. proof-of-work.

Rozwiązanie zagadki powoduje dodanie (“wykopanie”) nowego bloku do blockchaina, czyli wspólnego rejestru wszystkich transakcji w sieci Bitcoin. Obecnie w sieci Bitcoin nowy blok “wykopywany” jest średnio co 10 minut. Pula bitcoinów na nagrody jest skończona i “planowo” wyczerpie się ok. 2140 roku.

Obecnie nagrody zgarniają nie pojedyncze osoby, a tzw. poole, czyli zrzeszenia wielu osób posiadających po jednej lub setki koparek. Pool który jako pierwszy obliczy poprawną akceptowalną wartość hasha, dostaje kryptowalutę i dzieli ją między swoich członków proporcjonalnie do włożonej mocy obliczeniowej.
Kopanie bitcoinów inaczej niż w poolach jest obecnie ze względu na trudność nieopłacalne. Jeśli założymy, że zdjęcia policji pokazują wszystkie zabezpieczone koparki, to jest ich ok. 50. To niewiele. Kokosów panowie przestępcy więc na nich nie zbijali (przynajmniej ostatnio).Koparki, które widać na zdjęciach policji, to najprawdopodobniej Antminery, czyli oparte na ASIC urządzenia, które służą do wydajnego licznia hashy. Jeśli to Antminer S9, przeznaczony do “kopania” Bitcoinów, to jego wydajność to 14.5TH/s (Tera haszy SHA-256 na sekundę). Koszty różnych wersji Antminera wahają się między 500 PLN a 10 000 PLN. Oto jak wygląda Antminer:
A to zdjęcia koparek wykonane przez Policję:

Po co to przestępcom?

Po co w ogóle przestępcom koparki, a raczej kryptowaluta? Bo wbrew pozorom Bitcoin nie jest anonimowy. Jeśli chcecie go pozyskać (wymieniając zwykłe waluty na bitcoiny w internetowych giełdach i kantorach), to zostanie po tym ślad, który może na was wskazać. Ale jeśli bitcoina wykopiecie, to ten ślad będzie zdecydowanie mniejszy. Dzięki samodzielnemu kopaniu kryptowaluty możecie “bardziej anonimowo” kupować różne rzeczy, np. półprodukty czy sprzęt potrzebny do produkcji narkotyków. Ale także broń i inne wyposażenie jakim powinna dysponować grupa przestępcza.Możliwy jest też wariant z praniem pięniędzy z narkobiznesu. W uproszczeniu: pozyskane “brudne” pieniądze są przeznaczane na zakup koparek. Te kopią kryptowalutę i “legalizują” pieniądze wypłacane z giełdy. Odejmujemy podateczek (albo przy bardziej skomplikowanych wariantach prania tego nie robimy) i mamy przepraną kasę. Ciekawe tylko na ile taki proceder jest “wydajny”. Koparka zwraca się obecnie po ok. 10 miesiącach (plus minus cena prądu i kurs BTC). Nie jest jednak wykluczone, że przestępcy są z tych cierpliwszych… Bohaterowie Ozark mogliby się uczyć!Niektórzy żartują też, że ciepło generowane przez koparki kryptowalut przestępcy mogli wykorzystywać do ogrzewania plantacji marihuany. Ale my ekspertami od narkotyków nie jesteśmy, więc ciężko jest nam ocenić wiarygodność tej tezy. Zwłaszcza, że w materiałach policji nie ma ani słowa o plantacji na miejscu ujawnienia kryptowalut.

Przed Polakami na kryptowalutach poślizgnęli się rosyjscy szpiedzy.

Dzięki blockchainowym potknięciom służb specjalnych Rosji, Amerykanom udało się powiązać infrastrukturę DC Leaks i Guciffera (który zarzekał się że jest Rumunem) z Rosjanami. Rosjanie, którzy zostali oskarżeni o ingerencje w wybory prezydenckie w USA dostarczyli Amerykanom dowodów na swoją przestępczą działalność m.in. dlatego, że niedbale obchodzili się z kryptowalutami. Bitcoin ich zgubił.

Co prawda część kryptowaluty wykopali sami (brawo za opsec!) i była ona nienamierzalna. Ale tych anonimowych środków użyli w taki sposób, że dało się je powiązać z innymi środkami, które ujawniły faktycznych “właścicieli”. Transakcje kryptowalutami to ciężka sprawa, a w przypadku Bitcoina wcale nie taka anonimowa, jak mogłoby się niektórym wydawać. Tu jednak trzeba dodać, że pośród ponad 1600 różnych kryptowalut są także takie, które mocno stawiają na prywatność i anonimowość transakcji, np. Monero.

Czy kopanie to dobry interes?

Podsumowując, jak widzicie, generowanie bitcoinów to żadne “łamanie kryptowaluty”, a po prostu obliczanie hashy, a zatem zamiana mocy obliczeniowej “koparki” (prądu i sprzętu) na kryptowalutę (o ile dany górnik, czyli osoba posiadająca koparkę, rozwiąże zagadkę jako pierwsza). Trzeba w to trochę zainwestować i niekoniecznie musi się to zwrócić. Ale kto bogatemu zabroni…

I na koniec, z kronikarskiego obowiązku: posiadanie, generowanie i handel kryptowalutą jest w Polsce legalny (jeszcze). Posiadanie, generowanie i handel amfetaminą nie.

PS. Autor tego artykułu posiada kryptowaluty, w tym Bitcoina, co nie oznacza, że do ich zakupu (zwłaszcza w bitcoinmatach) lub generowania kogokolwiek zachęca, a już na pewno nie na firmowym sprzęcie (zwłaszcza w elektrownii atomowej). Kryptowaluty można stracić łatwiej niż pieniądze w bankach. Ponad 60% giełd kryptowalutowych pada ofiarą włamań i ataków w których bezpowrotnie giną środki. W Polsce trzy giełdy straciły pieniądze swoich użytkowników, bitcurex, bitextreme i bitomat.

źródło: niebezpiecznik.com

Zostaliście ostrzeżeni. 🙂

Zobacz jak wygląda krakowska kopalnia kryptowalut oparta o 600 koparek…