Jest już Nokia 8.1.

Właśnie jesteśmy po premierze telefonu Nokia 8.1. Z jednej strony Finowie przygotowali świetny smartfon, ale z drugiej wydaje mi się, że wiele elementów nie do końca ze sobą zagrało.
Nokia 8.1 – dane techniczne
Wypada zacząć od podzespołów, jakie zostały zamontowane w samym smartfonie. Pod tym względem raczej nie ma na co narzekać. Najważniejszym, bo najbardziej widocznym elementem pozostaje 6,18-calowy ekran IPS TFT LCD o rozdzielczości Full HD+ w formacie 18,7:9 z wcięciem u góry. Na plus dla niego wspiera HDR10 i konwertuje do HDR dowolny materiał wideo na żywo.
Warto tu też wspomnieć o Snapdragonie 710. Dzięki niemu nie będzie można narzekać na wydajność, tym bardziej, że będzie wspierany przez 4 GB RAM, a na dane pojawią się 64 GB pamięci wbudowanej z możliwością rozbudowy. Bardzo dobrze prezentuje się aparat główny: 12 i 13 Mpix, uzupełniony przez optyczną (sic!) stabilizację obrazu, z kolei z przodu pojawiła się kamerka 20 Mpix. Tu również firma bardzo mocno pochwaliła się możliwościami swojego oprogramowania, szczególnie jego możliwości po zmroku.
Na pokładzie mamy już Androida 9 Pie, oczywiście sam sprzęt podlega pod program Android One, a jest zasilany baterią 3500 mAh ze wsparciem dla szybkiego ładowania. Obudowa pozostaje aluminiowa. Dostępna będzie w trzech wariantach kolorystycznych: niebiesko-szarym, metalowo-miedzianym oraz szaro-srebrnym.
Jak zniszczyć dobry model w jednym kroku
Patrząc po samej specyfikacji, Nokia 8.1 rysuje się na świetnego przedstawiciela klasy średniej. Ba! Nie brakuje tu również Bluetooth 5.0, NFC, dual SIM, wysokiej jakości mikrofonów (Nokia Ozo), złącza słuchawkowego, więc w czym tkwi problem? Aż chce się rzec, że jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
Nokia 8.1 w wersji 4/64 GB ma kosztować w Polsce 1999 złotych. Z jednej strony to jeszcze akceptowalna kwota, jak na tak potężny sprzęt, ale z drugiej za granicą został wyceniony na 399 euro, co oznacza kwotę bliższą 1700 złotych. Mnie osobiście tak duża różnica dziwi i naprawdę szkoda, że Finowie podeszli do tego w ten sposób. Inna sprawa, na ile Polska jest dla nich ważnym krajem.

Office i również Windows 10 czekają poważne zmiany w wyglądzie.

Okazuje się, że nie tylko ikony w pakiecie Office zyskają całkowicie nowy wygląd. Jon Friedman, który stoi za projektem zmian w pakiecie biurowym, w komentarzach pod swoim wpisem na blogu potwierdził, że zmiany czekają cały ekosystem Windows 10.
Pora na odświeżenie Windows 10
Jeśli przyjrzeć się uważniej wideo prezentującemu nowe ikony w pakiecie Office, to można zauważyć, że odświeżony wygląd dotyczy również innych ikon systemowych. Na obrazku poniżej widać chociażby nowe ikony aplikacji Mail, Photos czy Kalkulatora. To oczywiście tylko prezentacja, która skupia swoją uwagę na ikonach pakietu Office, więc ostatecznie finalny produkt może wyglądać inaczej, ale daje nam to pewien pogląd na to co może nas czekać za kilka miesięcy w Windows 10.
Microsoft chce podejść do tematu zmiany wyglądu ikon całościowo. Oznacza to nie tylko nowe ikony na komputerach PC, ale również na smartfonach z systemem iOS oraz Android. Nowy design ma być spójny pomiędzy wszystkimi platformami, a nowe rozwiązania techniczne zapewnić odpowiednie skalowanie. Office to dopiero początek, Jon Friedman w komentarzu pod swoim postem na blogu wspomina, że teraz gdy mają już ustalony wzór w postaci ikon dla pakietu biurowego, przystąpią do prac nad ikonami dla innych aplikacji Microsoftu. Oznacza to, że któraś kolejna aktualizacja Windows 10 może przynieść nam spore zmiany w wyglądzie systemu.
Już najwyższy czas na nowy Windows 10
Patrząc na cykl wydawniczy w ostatnich 10 latach, nowa wersja systemu Windows pojawiała się mniej więcej co 3 lata. Od premiery Windows 10 minęło już blisko 3,5 roku i raczej w najbliższym czasie nie zapowiada się, aby cokolwiek miało popularną „dziesiątkę” zastąpić. Nowa wersja systemu zawsze jednak oznaczała spore zmiany w wyglądzie, które nie zawsze przypadały do gustu użytkownikom (pamiętacie Windows 8? ;-)). Być może ktoś w Redmond doszedł do wniosku, że nawet jak nazwa pozostanie, to warto zaserwować użytkownikom mały powiew świeżości. Osobiście nie mam nic przeciwko temu, jeśli będzie tyczyło się to tylko ikon.

 

źródło: antyweb.pl

Winamp powróci ! :)

Winamp powróci jako wielofunkcyjny odtwarzacz muzyczny Firma Radionomy, obecny właściciel popularnego w przeszłości programu Winamp zapowiedziała na 2019 rok jego nową wersję oznaczoną numerem 6. Aplikacja ma zostać przystosowana do obecnych wymagań użytkowników, będzie dostępna w mobilnej wersji i zaoferuje korzystanie z różnych źródeł muzyki, w tym z serwisów streamingowych.
Winamp został wprowadzony na rynek w 1997 r. i przez wiele lat był jednym z najpopularniejszych programów do odtwarzania muzyki w formacie MP3. Umożliwiał także słuchanie płyt CD i zgrywanie ich zawartości, oferował też szerokie możliwości dostosowania do wymagań użytkowników. W 2002 r. Winamp został przejęty przez koncern AOL, który w 2013 r. podjął decyzję o końcu rozwijania aplikacji, bowiem przegrywała ona konkurencję z innymi odtwarzaczami dostępnymi na rynku, przede wszystkim zaś z muzycznymi platformami streamingowymi. W 2014 r. Winamp zakupiła belgijska firma Radionomy, jednak od tamtej pory nie aktualizowano tego oprogramowania. Teraz zapowiedziano, że Winamp ma powrócić do gry i ponownie przyciągnąć do siebie użytkowników. Według informacji ujawnionych przez producenta w ciągu najbliższych kilku dni Winamp zostanie zaktualizowany do wersji oznaczonej symbolem 5.8, która jednak wprowadzi jedynie niewielkie poprawki dotyczące płynności działania i bezpieczeństwa. Winamp zostanie reaktywowany w 2019 roku Prawdziwy przełom ma nastąpić w 2019 r., na który Radionomy zapowiada wydanie Winampa 6. Zgodnie z planem aplikacja będzie przeznaczona nie tylko do komputerów, ale pojawi się również jako odtwarzacz mobilny do systemów iOS i Android. Ponadto nowy Winamp ma pozwalać na słuchanie muzyki z wielu różnych źródeł. – Nowa wersja, która pojawi się w przyszłym roku umożliwi nie tylko słuchanie plików MP3 z komputera czy smartfona, ale także z internetowych platform streamujących muzykę – ujawnił Alexandre Saboundjian, szef Radionomy w rozmowie z serwisem TechCrunch. Na razie nie zdradzono dodatkowych szczegółów dotyczących m.in. tego czy zapowiedziany Winamp 6 będzie pozwalał na korzystanie z popularnych serwisów muzycznych takich jak Spotify czy Apple Music. Tajemnicą pozostaje także dokładniejszy termin ewentualnego powrotu odtwarzacza w nowej wersji.

źródło: wirtualnemedia.pl

Samsung chyba oszalał. Zamiast audiojacka będą …

dawać czwarty aparat.

Cztery aparaty w smartfonie wciąż brzmią jak wiadomość z przyszłości, nawet z 2019 czy 2020 roku, ale okazuje się, że tym razem Samsung chce wyjść przed szereg. Co kombinują dokładnie?
Cztery aparaty? Tak, by być lepszym od reszty
Samsung już wcześniej udostępnił grafikę promocyjną, która wskazywała na to, że zaprezentują nowość z czterema aparatami głównymi. Tu jednak wiele osób zastanawiało się, czy rzeczywiście firma zdecyduje się na taki krok. Dotychczas podchodziła bardzo spokojnie do takich nowości, nawet jako jedna z ostatnich wprowadziła podwójny aparat. Tym razem chcą po prostu być szybsi od reszty.
Niedawno pokazali Samsunga Galaxy A7 z potrójnym modułem. Za 1599 złotych to ciekawa propozycja i wreszcie sensownie wyceniona w stosunku do swoich możliwości. Znacznie ciekawiej zapowiada się jednak wyżej pozycjonowany model. Mianowicie Samsung Galaxy A9 odda nam do dyspozycji aż cztery sensory! Za co dokładnie będzie odpowiadał każdy z nich? Dzięki Evanowi Blassowi, dowiedzieliśmy się już dokładnie i ich podział prezentuje się następująco: główna matryca 24 Mpix z f/1.7, 8 Mpix z f/2.4 i kątem widzenia 120 stopni, 10 Mpix z f/2.0 i teleobiektywem oraz 2-krotnym zoomem optycznym, a także 5 Mpix z f/2.2 do wykrywania głębi obrazu.
Z pewnością da ogromne możliwości. Spójrzcie tylko na to, jaki ten smartfon będzie brzydki z tyłu, chyba równie bardzo, co Pixel 3 XL z przodu. Jeżeli ktoś nie zwraca uwagi na wygląd, z pewnością doceni specyfikację Galaxy A9. Cztery aparat to tylko wstęp dla Snapdragona 660, 6 GB RAM, 128 GB pamięci wbudowanej, 6,28-calowego ekranu Super AMOLED, kamerki 8 Mpix z f/1.7 oraz baterii 3720 mAh. Oficjalna premiera 11 października.
Audio jack odchodzi w niepamięć.
Równocześnie dowiedzieliśmy się, że Samsung szykuje się już do usunięcia złącza słuchawkowego 3,5 mm ze swoich przyszłych telefonów. Co ciekawsze, pojawi się ono jeszcze w Samsungu Galaxy S10. Podobno już Note 10 ma zostać pozbawiony tego dodatku i aż zaskakujące, że finalnie firma chce przejść na USB typu C i oferowanie dedykowanych akcesoriów pod ten port. Podobno głównym argumentem jest chęć zaoszczędzenia miejsca na pozostałe podzespoły.
Na pewno Samsung szykuje dużo zmian, ale zaczynam zastanawiać się, czy nie rozpoczyna na nowo swojego pokazu siły.

źródło: antyweb.pl

Nie naprawisz komputera Apple nigdzie…

… indziej, niż w certyfikowanym serwisie.

Naprawa komputerów Apple od teraz możliwa jest wyłącznie dla certyfikowanych serwisów. Powodem jest dbanie o bezpieczeństwo użytkowników, ale… czy to jednak nie przesada (i prawda przyp. QPC) ?
Pamiętacie czasy w których komputery dzieliliście z całą rodziną, a w razie jakichkolwiek problemów z podzespołami nawet użytkownicy z niewielką wiedzą mogli je rozkręcić i wymienić podzespoły bez większej gimnastyki i specjalistycznych narzędzi? Prawdziwi z nas szczęściarze, bo w ostatnich latach takie opcje odeszły w niepamięć. Zastąpiły je komputery szyte na miarę, w których bez specjalistycznej wiedzy i narzędzi nie mamy szans na samodzielną reperację czy ich rozszerzanie. A w przypadku Apple nawet ta na niewiele się zda. Firma zabezpiecza także naprawę komputerów… software’owo!
Naprawa najnowszych komputerów Apple? Potrzebny Apple Service Toolkit 2 !
Aby móc w ogóle pomyśleć o naprawie nowych Macbooków i Maców Pro, należy najpierw zastanowić się czy zdobycie Apple Service Toolkit 2 jest w naszym zasięgu? Prawdopodobnie nie — co utrudni życie nie tylko użytkownikom szukającym tańszej alternatywy do naprawy / diagnozy swojego komputera, niż w oficjalnych (i certyfikowanych) serwisach firmy — bo tylko one mogą liczyć na dostęp do oprogramowania. Zabezpieczenia w najnowszych urządzeniach obejmują gmeranie przy: ekranie, płycie głównej, klawiaturze, trackpadzie, touch ID. W przypadku iMaców spodziewać się także można blokady po próbie wymiany pamięci flash czy właśnie płyty głównej. Blokady, którą można ułaskawić tylko za pośrednictwem wspomnianego wyżej programu.

MacBook Pro 15″ Retina Display Mid 2012 Teardown źródło: ifixit.com

Brzmi przerażająco, a powodem wprowadzania tych zmian ma być — oczywiście — dbanie o bezpieczeństwo użytkowników. Nikogo chyba specjalnie nie dziwią głosy na temat tego, że to z ich strony niegrzeczne — i jest próbą kontrolowania rynku napraw, a przy okazji niejako zmuszania do zakupu nowych urządzeń. Podobnie zresztą jak stała próba zmniejszenia cyklu życia urządzeń, ot, na przykład aktualizacjami oprogramowania które je spowalniają.
I naprawdę chciałbym to popierać całym sercem, ale jednak jako użytkownik pamiętający jak łatwe były naprawy jeszcze kilka-kilkanaście lat temu, nie potrafię. Bo oto doczekaliśmy się czasów, w których tak naprawdę mamy jedną ścieżkę: traktowania elektroniki jako jednorazówki. Samodzielnie — nic nie zrobimy. O zakupie używanych podzespołów które zaniemogły — możemy zapomnieć. Jedynym rozwiązaniem jest odwiedzenie autoryzowanego serwisu który, niezależnie od firmy, nigdy nie zaproponuje nam naprawy za rozsądną stawkę. Ich ceny katalogowe zwalają z nóg. A zakładając że kupiliśmy sprzęt z drugiej ręki czy w dużej okazji cenowej, wymiana części kosztująca więcej, niż ten sam sprzęt na rynku wtórnym? Dziękuję, postoję. To po prostu nie ma sensu.
Pobudki kierujące Apple są prawdopodobnie słuszne, ale mimo całej mojej sympatii do firmy — nie potrafię do nich podejść optymistycznie. Przecież jeszcze raptem kilka lat temu wymiana dysku czy rozszerzenie pamięci RAM w laptopie nie było niczym specjalnie skomplikowanym — i to niezależnie od producenta sprzętu. Teraz? Dla większości przenośnych komputerów to właściwie niewykonalne dla standardowego użytkownika. Szkoda, ale mając w pamięci że historia lubi zataczać krąg, liczę że to powróci — może być nawet jako „next big thing”.

źródło: antyweb.pl

Większe zainteresowanie komputerami PC.

Po sześciu latach — nareszcie większe zainteresowanie komputerami PC.

Firmy zajmujące się badaniem rynku — Gartner oraz IDC — są zgodne, że w drugim kwartale 2018 rynek PC odnotował wzrost. Nie są to żadne szałowe liczby — maksymalnie 2,7% — ale lepsze to, niż notowanie kolejnych strat, które stało się… właściwie standardem na przestrzeni ostatnich sześciu lat.

Nie bój się sam złożyć swojego zestawu.
Komputery marketowe zyskały sobie złą sławę głównie z powodu dużych dysproporcji. Np. montowano w nich mocny procesor, a oszczędzano na innych komponentach. Płyta główna to najtańszy model na rynku, RAMu tylko co kot napłakał, wolny dysk twardy, a do tego jeszcze słabiuteńki zasilacz. O karcie graficznej nawet nie ma co wspominać. Po bliższym zapoznaniu się, sprzęt tego pokroju tracił całkowicie swój urok.

Dobry zestaw powinien być wyważony, a o to trudno w sklepie, w którym liczy się tylko cena. Nieco lepiej jest w wyspecjalizowanych sklepach komputerowych. Tam po pierwsze za złożenie zestawu odpowiadają specjaliści, a po drugie nikt nie chce aby klient za kilka tygodni wrócił z reklamacją, bo pojawiły się jakieś problemy związane z niską jakością zastosowanych komponentów.
Składanie własnego zestawu ma jeszcze jedną zaletę. Doskonale wiecie co siedzi w środku. To Wy możecie zamienić chłodzenie na procesor, którym nie jest boksowy cooler (wentylator), a znacznie lepszy produkowany przez innego producenta. Tak samo możecie dopasować obieg powietrza w obudowie odpowiednio montując wentylatory, aby poprawić ogólny komfort termiczny podzespołów. Wreszcie wiedząc co w „trawie piszczy”, łatwiej Wam będzie zdiagnozować ewentualne problemy. Tego typu doświadczenie okazuje się często nieocenione w kryzysowych sytuacjach.

Dziękujemy Wam, naszym klientom, za zaufanie przy zamawianiu komputera w naszej firmie. Zawsze służymy pomocą i zapraszamy 🙂

źródło Anytweb.pl

Nowa marka smartfonów w Polsce.

Marka smartfonów Doogee (czyt. dudżi) zadebiutowała na polskim rynku. Ich wyłącznym dystrybutorem w naszym kraju jest spółka MB Mobile. Telefony projektowane w Hiszpanii, a produkowane w Chinach. Ich ceny wahają się od 279 do 1470 złotych.

 

Strategia Doogee opiera się na wysokiej wydajności w stosunku do ceny, atrakcyjnym i oryginalnym wzornictwie oraz ciągłym poszukiwaniu innowacji ułatwiających życie użytkownikom. Firma powstała w 2013 roku w Hiszpanii. Swoje centrum badawczo-rozwojowe ma natomiast w chińskim Shenzhen.

 

 

Aktualne portfolio Doogee podzielone jest na 4 linie produktowe.

Seria X charakteryzuje się bezramkowym designem, ekranami o przekątnych 5.3/5.5 cala i proporcjach 18:9, podwójnymi aparatami, metalowymi obudowami, hartowanym szkłem 2.5D czy nowoczesnymi i innowacyjnymi zabezpieczeniami takimi jak czytnik linii papilarnych na bocznej ramce urządzenia oraz Face ID. Ceny urządzeń mieszczą się w przedziale 279 – 450 złotych.

 

 

Modele BL przeznaczone są dla osób ceniących sobie czas pracy urządzenia. Najmniejszy akumulator w tej serii smartfonów ma pojemność 5050 mAh, a największy 12000 mAh. Urządzenia wyposażono ponadto w podwójny aparat z tyłu i z przodu, funkcję ładowania bezprzewodowego i wysoką specyfikację podzespołów (takich jak: ekran FHD+, matryca głównej kamery o rozdzielczości 16 MP czy 64GB wbudowanej pamięci). Kosztują od 690 do 780 złotych.

Smartfony z serii S stworzono z myślą o użytkowaniu w ekstremalnych warunkach. Ich mocne obudowy zostały wykonane, w zależności od modelu, z aluminium i poliwęglanu lub nawet z Kevlaru. Urządzenia są wytrzymałe, odporne na upadki, kurz, pył czy zanurzenie w wodzie. Posiadają także pojemne baterie, boczny czytnik linii papilarnych czy pamięć 128 GB. Ponadto ich specyfikacja obejmuje ładowanie bezprzewodowe oraz podwójne aparaty z tyłu i z przodu urządzenia. Ceny tych smartfonów wahają się od 520 do 1470 złotych.

 

Mix – to linia najbardziej zaawansowanych technologicznie modeli. Urządzenia z tej serii wyróżniają się stylowym wzornictwem oraz oferują możliwie najlepsze podzespoły. W tej serii dostępne są smartfony z systemem podwójnych aparatów z tyłu i z przodu, matrycą głównego aparatu o rozdzielczości 16 MP, procesorem helio P25 czy Face ID. Ich cena wynosi, w zależności od modelu, od 499 do 1470 złotych.

 

 

Wyłącznym dystrybutorem smartfonów Doogee w Polsce jest spółka MB Mobile. Urządzenia zakupione w oficjalnej dystrybucji mają pełne wsparcie gwarancyjne i serwisowe zapewnione przez S.B.E Polska.

źródło: wirtualnemedia.pl

Nie naprawimy Ci telefonu, bo RODO

Właśnie minął miesiąc od wejścia w życie RODO. Okazuje się, że nowe prawo nie zawsze działa na korzyść użytkowników końcowych. Niektórzy z naszych Czytelników mieli ze względu na RODO problem z naprawieniem sprzętu. Serwisy bały się przyjmowania sprzętu z danymi na dysku. Nie chciały też “przetwarzać danych klientów”.
Orange: musisz usunąć dane bo nie chcemy być ich administratorem.
Jednemu z naszych Czytelników zepsuł się smartfon kupiony od Orange. Nie ma problemu, przecież sprzęt można oddać do serwisu. Ale…
„Pani przyjmując ode mnie telefon uprzejmie mnie poinformowała, ze serwis możne odmówić naprawy jeśli nie osunąłem swoich danych, bo serwis nie chce być administratorem moich danych zgodnie z nowymi przepisami RODO.” Spotkaliście się z czymś takim?
Czytaj dalej

Jak, prawdopodobnie hakowano bez ograniczeń kody PIN iPhone’ów

Od kilku miesięcy na rynku dostępne są technologie umożliwiające odgadywanie kodów PIN iPhone’ów z ominięciem wszystkich systemowych ograniczeń. Właśnie opublikowano informacje o tym, na czym polega sztuczka.
Zarówno weteran rynku analizy śledczej urządzeń komórkowych, firma Cellebrite, jak i nowy gracz na tym polu, firma GrayKey, od kilku miesięcy sprzedawały (i to pewnie w sporych ilościach) urządzenia umożliwiające odblokowanie większości mobilnych urządzeń Apple’a, działające skutecznie i w czasie kilkunastu godzin odgadujące kod PIN, którym zabezpieczony był telefon. Sposób przeprowadzenia tego ataku nie był publicznie znany – lecz chyba właśnie został odkryty.

 

Wszystkie PIN-y naraz.
Jak donosi ZDNet, badacz Matthew Hickey, znany na Twitterze jako @hackerfantastic, opublikował informacje o działającym kodzie pozwalającym na odblokowywanie telefonów Apple’a. Na tym filmie widać że, za pomocą podłączonego kabla wysyłane są kolejne kody PIN, a telefon, mimo aktualnego oprogramowania i aktywnej opcji kasowania zawartości urządzenia po 10 nieudanych próbach, nadal działa i pozwala na kolejne próby odgadnięcia PIN-u. Jak to możliwe?
Metoda jest tak prosta, że aż trudno w to uwierzyć. Okazuje się, że sposobem na ominięcie zabezpieczeń Apple’a jest wysłanie wszystkich kodów PIN do sprawdzenia w postaci jednego bardzo długiego ciągu znaków. Sprawia to, że procedury weryfikacji liczby podawanych PIN-ów nie zdążą się nigdy uruchomić, ponieważ nadal priorytet ma proces przyjmowania znaków z „klawiatury”. Dzięki temu kolejne kody PIN są wpisywane bez przerwy, a telefon po prostu czeka, aż pojawi się ten prawidłowy.
Nie mamy pewności, czy odnaleziony sposób ataku faktycznie był używany w opisywanych wcześniej urządzeniach, lecz obstawiamy, że tak właśnie było. Wskazuje na to między innymi czas potrzebny do odgadnięcia hasła – w przypadku czterocyfrowego kodu PIN GrayKey miał rzekomo odgadywać go w ciągu kilkunastu godzin, a właśnie kilkunastu godzin potrzeba na sprawdzenie czterocyfrowego PIN-u metodą przedstawioną przez Hickeya.
Warto także zauważyć, że aktualizacje iOS-u zawierają bardzo istotne ograniczenia w dostępie do portu Lightning – użycie go do czegokolwiek innego niż ładowania telefonu będzie wymagało, by telefon był odblokowany prawidłowym kodem najwyżej godzinę wcześniej. To sprawia, że ataki podobne to opisanego powyżej będą dużo trudniejsze do przeprowadzenia. Nawet jeśli policja uzyska natychmiastowy dostęp do telefonu, to nie zdąży przetestować wszystkich możliwych kombinacji kodu PIN.
Jak się bronić przed takimi atakami?
Nawet nieznacznie dłuższy PIN jest już solidną przeszkodą – sześć cyfr sprawia, że atak trwa sto razy dłużej, czyli wiele tygodni. Wygląda zatem na to, że ośmiocyfrowy PIN powinien w zupełności wystarczyć, zakładając, że nikt nie zna lepszego ataku niż opisany powyżej.

 

źródło: zaufanatrzeciastrona.pl

Wymiana szybki S7 EDGE oraz S8 i S8 Plus


Samsung Galaxy S8 Plus +

Samasung Galaxy S8
Samsung Galaxy S7 EDGE

Wymiana szybki wyświetlacza w telefonach S8 i S7 EDGE – 499 zł , S8 Plus + 550 zł.
Zapraszamy !